piątek, 25 sierpnia 2017

Urlop: format C, remont, powrót internetu, nowe insta

Nad czarnymi, burzowymi chmurami w końcu pojawił się pierwszy promyk słońca. I chociaż za kilka dni jestem oficjalnie bezrobotny, to właśnie pierwszy raz od 2 lat jestem na urlopie, i to takim prawdziwym - siedzę w domu albo nie (ale na pewno nie siedzę w pracy) i mam za to płacone. W związku z tym chciałem na szybko wypunktować największe zmiany w moim życiu:

czwartek, 19 stycznia 2017

Hells kitchen

Zawsze śmiałem się z memów przedstawiających płonący dom z podpisem "facet w kuchni". Jestem zdania, że niegotujący mężczyźni są po prostu wygodni - nie chce im się syfić w kuchni, a ich kobiety perfekcyjnie im to ułatwiają dając świeży, ciepły posiłek prosto pod nos. Znam sporo facetów, którzy tak łatwo nie połechtają ego swojej przyszłej żony jeśli chodzi o kulinarnego skilla. Sam też potrafię dużo rzeczy ugotować, zabieram się nawet za rzeczy, których O nie tyka, a największą moją przeszkodą jest brak piekarnika w mieszkaniu. Mam jednak jedną małą przypadłość, która prawdopodobnie jest dziedziczna i uaktywniła się pewnego dnia jak podgrzewałem sobie mleko u babci...

niedziela, 21 sierpnia 2016

Nie zadzieraj z O, czyli... moja ulubiona historia


Dni w Słupii zawsze potrafią czymś zaskoczyć - albo przepysznym obiadem, prześlicznymi kilkutygodniowymi kotkami, rodzinną atmosferą, niespodziewanymi zwrotami akcji, pożarami, Polusią lub sześcioletnim dzieckiem nie tak głęboko drzemiącym w O. Dość sporo wymienionych opcji skumulowało się w minioną niedzielę...

sobota, 9 lipca 2016

O tym jak stałem się kurą domową

Pamiętam jeszcze te czasy, kiedy wszelkie czynności porządkowe były dla mnie największą karą. Nic nie bolało tak, jak gąbka, ścierka, mop lub odkurzacz. Mogłem nie mieć dostępu do TV, PC, radia (chyba nie było takiej sytuacji), czy nawet telefonu i nie stanowiło to dla mnie większego problemu. W zależności od wieku mogłem się bawić, układać puzzle, rysować, czytać książki lub po prostu pójść gdzieś ze znajomymi. Wszystko tylko nie mop. Przedświąteczny zapierdziel to też nie mój klimat - tydzień lub dwa konkretnego zapierdolu, po to, żeby każdy kąt był wolny od kawałka kurzu przez góra 5 minut. Sytuacja zmieniła się oczywiście jak dorosłem (chociaż i tak potrafię zostawić brudne ciuchy na podłodze, albo zostawić tam czyste jeśli spadły) i jest ściśle zależna od pory roku - nasila się szczególnie na przełomie stycznia i lutego oraz czerwca i lipca. #sesja

sobota, 4 czerwca 2016

DIY - Fryzjerstwo

Od dzieciństwa czułem swoje powołanie do bycia kimś, kto odmienia ludzkie życie - chciałem być policjantem, strażakiem, lekarzem, inżynierem (realizacja ciągle w toku) albo sławnym muzykiem. Predyspozycje miałem zerowe, więc co jakiś czas wizualnie ogarniam innych ludzi. Tak zaczęła się moja przygoda z fryzjerstwem i podobnie jak z większością rzeczy to był jakiś pierdolony żart. Obsługa grzebienia lub szczotki to jest coś, co przerasta moje umiejętności manualne (co zresztą widział każdy, kto miał okazję kiedykolwiek widzieć mnie na żywo). Nie wiem, czy to wynika z zasady "nieład na głowie - nieład w głowie", ale żarty w stylu "czesałeś się wkładając palce do kontaktu" były tak samo aktualne, gdy rano wstałem i jedyne co zrobiłem to umycie zębów i założenie losowych ciuchów, jak i wtedy kiedy ślęczałem pół godziny przed lustrem z całym arsenałem środków utrwalających włosy. Dlatego też po obcinaniu włosów kuzyna w gimnazjum,  podcinaniu swoich włosów na studiach, "dofarbowaniu" włosów mojej mamy przyszedł czas na farbowanie całości włosów z odrostami O. Do tej pory nie jestem w stanie pojąć dlaczego mi zaufała, ale zacznijmy od początku...

środa, 25 maja 2016

Szanujmy mamy!

W ostatni weekend miałem okazję być mamą przez jakiś czas. Nie było to długo, ale nie wiem jak bardzo bym podołał temu zadaniu na dłuższą metę - pewnie byłoby marnie. Chociaż od małego jest chyba łatwiej małymi krokami przyzwyczajać się do tego etapu niż rzucenie na głęboką wodę z dzieckiem, które już biega, mówi, a nawet pisze, czyta i całkiem nieźle obsługuje telefon i komputer. Te kilka godzin z sześcioletnim dzieckiem zmusiło mnie do refleksji. Dobra trochę kłamię - do refleksji zmusił mnie niesamowity głód - półtorej godziny drogi do Wrocławia spędziłem nad myśleniem o czymkolwiek tylko nie o jedzeniu, a pierdyliard restauracji i reklam jedzenia ani trochę nie pomagało. Polusia była zbawiennym tematem do rozkmin nad własną egzystencją.

wtorek, 22 marca 2016

Znalazłem kolejny dom, czyli o tym jak spędzam dnie i noce w kinie

Zacznijmy od tego, że prawie wszystko za kulisami wygląda tak jak się spodziewałem. Jest kilka rzeczy, przy których moje gałki oczne opuściły oczodoły, ale chyba obowiązuje mnie jakaś tajemnica zawodowa czy coś(?). Mniejsza o szczegóły, zaczynamy karuzelę śmiechu.